| 09 / 2010 | ||||||
30 | 31 | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 |
06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 |
13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
27 | 28 | 29 | 30 | 01 | 02 | 03 |
Witam,
Bylismy z kolega na jezdzie indywidualnej u Rafala i Artura, poniewaz nosimy sie z zakupem wlasnego auta. Poczatkowo szkoda nam bylo, ze nie bedzie to rajd na orientacje bo chcielismy pojezdzic wszystkimi samochodami. Jednak Panowie przygotowali nam zupelnie inny przejazd i dzieki temu dowiedzielismy sie wiecej o kwestiach technicznych i jezdzilismy wylacznie na probach zgodnych z omawianym aktualnie tematem. Poprostu przygotowali calosc pod nas. Bylismy tylko we dwoch i musielismy wybrac dwa samochody jadnak zaproponowali nam zupelnie inne auta co dalo nam bardzo wiele. Generalnie myslelismy, ze poszalejemy sobie terenowkami, a tu sie okazalo, ze dostalismy dokladnie przemyslany - choc nie sztywny - program spotkania. Tyle, ze dopiero teraz jak sie okazuje mamy w ogole pojecie o samochodach terenowych... wczesniej tylko nam sie wydawalo, ze je mamy :) Zakup sie pewnie oddali bo sporo mamy do przemyslenia, ale jak juz cos sie pojawi to bedzie swiadomy wybor. Dzieki Panowie. Polecamy wszystkim.
Marek i Adam
Z dużym opóźnieniem ale muszę dodać swoją i syna opinie… A było to tak: Zimno, dużo śniegu, nieprzejezdne drogi. Siedzieliśmy w domu i zastanawialiśmy się co tu wymyśleć aby ciekawie spędzić czas. I oto padł pomysł/propozycja „odkrywajmy nowe rejony motoryzacji” Pomysł i realizacja - jak dla mnie i mojego 5,5 letniego syna – przeszła najśmielsze oczekiwana. Ten jednodniowy rajd to fajna zabawa połączona z wycieczką krajoznawcza, przygodą, oraz możliwością zmierzenia auta i swoich umiejętności ze śniegiem na drodze a właściwe w jeździe na orientację, w terenie. Nie ma co opisywać poszczególnych etapów bo każdy może sam spróbować. To na co zwracam szczególną uwagę to bezpieczna ale i emocjonująca wyprawa. Trasa, poszczególne jej etapy/ciekawostki oraz materiały przygotowane na 102. A to najważniejsze elementy tej wyprawy w oczach Adasia: „Było fajnie, najlepiej jak się zakopaliśmy w śniegu… i proszę jeszcze żeby był wyścig na motorach…. Fajnie było rozmawiać przez CB radio, mówić do „gruszkę” hi hi hi Podobało mi się w muzeum motoryzacji – najbardziej wyścigówka, i papa mobile; Smakowały mi wafelki, które zrobiła żona pana Artura: wafelek, masa karmelowa, wafelek i masa karmelowa. Samochody, którymi jechaliśmy miały imiona: Gitara, Zieloniuch, Czarniuch. W Zieloniuchu, interesujące były przełączniki między fotelami do zapalania reflektorów na dachu. Chciałbym pojechać raz jeszcze do muzeum motoryzacji i przejechać się wyścigówką”. Gorąca polecamy i dziękujemy za super przygodę Tata Tomek i Adaś
Witam, W związku z licznymi prośbami o próbe ograniczenia kosztów przygotowalismy tańszą wersję wyjazdu (wersja 1 w opisie). Motoryzacyjnie nie zmienia się nic, trasa jest tak samo długa. Zrezygnowaliśmy w tej opcji ze zwiedzania palacu w Radziejowicach, ogladania malarstwa J.Chelmonskiego oraz kolacji. Mamy więc wersję bardziej motoryzacyjno-naukowa niż kulturalną :) Choć kultury w czasie jazdy zabraknąć nam nie może. Zmiana wynika także z faktu, iż wycieczki trwały 11h, a uczestnicy nie mieli siły na zwiedzanie pałacu... Dlatego teraz jest wybór.
Bardzo proszę przy wstępnych zgłoszeniach zaznaczyć, ktora wersją programu jesteście zainteresowani.
Jednicześnie informujemy, że możliwe są także wyjazdy w niedziele.
Zapraszamy
Fantastyczna zabawa! Cały dzień w aucie, z kilkoma niedługimi przerwami na rozprostowanie kości i krótkie oderwanie się od leśnej rzeczywistości (spacer wśród zabytkowych czołgów, ZISów i Willys'ów w muzeum motoryzacji w Otrębusach, oraz kontrastująca z resztą dnia kolacja w muzealnych wnętrzach pałacu w Radziejowicach). No i te zamiany pojazdów - rewelacja! - to nam się bardzo podobało - okazało się, że sprawdz-terenowy.pl rzeczywiście oznacza "sprawdź terenowy"! :) (najbardziej zaprzyjaźniliśmy się ze Szczerym!). Można było też dość swobodnie gnać po leśnych błotach, ośnieżonych polnych drogach, no i po dzikim torze off-road'owym! A wszystko ubogacone opowiadaniami, wyjaśnieniami, instrukcjami Artura - pasjonata i głównego organizatora rajdu. Poza tym trzeba tu wspomnieć o świetnie zaplanowanej trasie i fajnie dobranej ekipie (zastrzegam, że wcześniej nikogo nie znaliśmy!)
Dziękujemy i już zapowiadamy, że chętnie kiedyś wrócimy!"
Agnieszka i Bartek
Achas, prawdziwy poemat, fakt! ale nic dodac nic ująć :)) Ja byłam drugi raz - moje spostrzezenia nastepujace: - nie wiem czy to inna pogoda czy inna ekipa ale zupelnie inne doznania. Dwa tygodnie temu głownie przebijalismy sie przez sypki snieg po kolana a miejscami po pas i co sekunde sie wykopywalismy (faaaajnie!), teraz jakos szybciej szło, śnieg tez była ale juz inne konsystencji i zakopalismy sie tylko dwa razy :) trasa czesciowo ta sama, ale dla mnie jak nowa, oczywiscie - jak pisał Adamski - pogubilismy sie juz na poczatku ;))) (i to w lesie koło naszego domku), gdyby nie cb to nie wiem co by bylo :)) czesc trasy dla mnie zupelnie nowa, czesci nie udalo sie przejechac (przejazd przez brod okazłą sie zbyt hardcorowy - nie ryzykowalismy ;)). Zapamietam na zawsze: 1. Pani w muzeum - bossska ;)) (czy ktos zrozumiał o co chodzi z kosmosem wbudowanym w konsole? ;))) 2. Mostek (wszscy wiemy o co chodzi) 3. Maja i Mostek (szacun Maja) 4. Agnieszka i podjazdy na tzw torze (i ona podobno nie jezdzila nigdy terenowym autem??????) Ten podjazd mi zmrozil krew w zylach, a bylam poza autem! a w ogole ekpia byla super, mam nadziej,e ze jeszcze kiedys sie spotkamy (no z niektorymi to juz nawet dzis sie widzialam, a nawet w tej chwile widze ;)))
podpisuję się pod wpisami niżej! samiućką prawdę napisali! więc ja krótko: całkowity reset:)! Końska dawka pozytywnych emocji, adrenaliny, śniegu, błota i świetnego towarzystwa :-) ! (aha, następnym razem bez gadania zabieram kalosze i tabletki od bólu głowy;) )
Heja No ja to byłam 13-go :) Jako osoba nie kierujaca i totalny laik w takich sprawach- bagaż - jak KTOŚ powiedział... Ale zabawa była przednia, fajnie bujało i fajne chłopaki. Krajobrazy za oknem wspaniałe i zupełnie coś nowego w moim nudnym życiu. Cała trasa zaplanowana i atrakcje do tego! - Artur jestem pełna podziwu za pracę jaką w to wkładasz, widać w tym pasję. Polecam każdemu z wielu powodów, nie znajduje ani jednego powodu na NIE!
loszszty, prawdziwy poemat, dzieki.
Natepnym razem Adamski wez zone to sie nie bedzie dasac (a samochodow u nas dostetek to Ty tez nie, za ja wziales :))
komp mi sie zawiesil ;-)
To teraz trochę dokładniejszy opis. Zebraliśmy się przy Tesco o 9 rano. Zakupy trochę się przeciągnęły i …. w drogę. Pierwsze zerowanie licznika na asfalcie i po kilku sekundach zjechaliśmy w „teren”. Myślałem, że będzie to nudna przejażdżka po drogach szutrowych. Pierwsze zadanie – podjazd pod górkę. Miły początek, żeby się nie zanudzić na tych szutrówkach. No i się zaczęło Zaraz po górce trzeba było pokonać mostek. Może nie było by w tym nic dziwnego, ale na oko mostek był za wąski na samochody. Zaraz po przejechaniu mostku, mostka – tego czegoś wąskiego nad wodą pogubiliśmy się. No cóż jak to w lesie. Po kilku minutach błądzenia zobaczyliśmy jeden z samochodów. Zaskoczyło mnie, że pojawił się z zupełnie nieoczekiwanej strony ;-). Oczywiście już zapomniałem, że miała to być nudna przejażdżka po drogach utwardzonych. Do tej pory nie wiem jak wpadłem do tego rowu. To był moment. Po kilku godzinach i wyciąganiu mnie z rowu na kinetyku dotarliśmy do muzeum motoryzacji. W muzeum motoryzacji z dużym zaciekawieniem obejrzałem naszego przewodnika (zjawiskową kobietę) oraz auta. Kobieta była bardziej interesująca ;-). Po muzeum pojechaliśmy dalej. Z każdym przejechanym kilometrem była fajniejsza zabawa. Było też trochę nauki. Dowiedziałem się, między innymi, czemu samochody terenowe nie powinny jeździć z napędem 4x4 po drogach twardych i jaki aparat fotograficzny powinienem sobie kupić. Wycieczka była wspaniała. Nie chciało się wracać do rzeczywistości. Może to był i lekki off road, ale dla mnie był po prostu normalny i na pewno nie nudny. Już myślę, kiedy znów się się z chłopakami wybiorę na jakąś przejażdżkę. Będzie to zaraz po tym jak moja żona przestanie się dąsać ;-). Po całym dniu walki na podwarszawskich bezdrożach dotarliśmy na kolację. Nie jakiś tam McDonald czy KFC, ale w kolacja w restauracji w Radziejowicach przy dźwiękach walca. Zmęczeni warkotem silników, wytrzęsieni jak w shakerze kolacja w takiej ciszy i spokoju była naprawdę czymś miłym i jednocześnie surrealistycznym. Kilka rad dla tych, co zdecydują się na wyprawę 1 – zabierzcie koniecznie kalosze 2 – zabierzcie koniecznie coś do picia i jakieś kanapki w ilości takiej, żeby na pewno nie zabrakło. Będziecie cały dzień na powietrzu, a cywilizacja będzie raczej rzadkością. Pozdrawiam
| 09 / 2010 | ||||||
30 | 31 | 01 | 02 | 03 | 04 | 05 |
06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 |
13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
27 | 28 | 29 | 30 | 01 | 02 | 03 |